Konteksty

To tak jakbyś rozmawiał ze staruszką,

której nie ustąpiłeś miejsca, a ona

nie obraziła się, usiadła przed tobą,

kiedy w końcu zwolniło się miejsce

i z uśmiechem powiedziała – już lepiej,

bo nigdy nie wiadomo, kiedy się zasłabnie.

– Ale to nie powód, żeby nie wychodzić

z domu. – Z troską odpowiedziałeś

 

i dodałeś – Ale ma pani telefon

na wszelki wypadek? – Miała. I była

ujmująco miła. Życzyłeś jej miłego

dnia i zdrowia, zanim wysiadłeś,

ale zapamiętałeś, jakie to uczucie,

kiedy się robi dobrą minę

do przegranej ze sobą bitwy.

Smak miłości

Przecież gdzieś jeszcze są ludzie,

którzy czekają na moją miłość.

Na moje uważne spojrzenie,

na moje otwarte serce i ręce.

 

Co dzień od samego Boga uczę się

kochać i szanować twoją wolność,

i choć z tego powodu oczy bywają

wciąż mokre od łez, to przecież wiem,

że tak smakuje prawdziwa miłość.

 

Weź tej wolności, ile chcesz i tak

jest twoja. Weź tej miłości, ile dzisiaj

możesz, i tak jest twoja. Będzie na ciebie

tutaj czekała, pośród wierszy i wersów.

 

Co dzień przyglądam się Jezusowi,

jak był zdradzany, wystawiany

na próby i zupełnie opuszczony

przez wszystkich. Jedynie Jego

Matka stała pod Jego krzyżem,

jak moja teraz przy mnie.

 

Weź tego bólu z powyższych liter

tylko tyle, ile dzisiaj chcesz,

wszak każdy wiersz nad którym

płakali poeci, przetrwa wieki.

Okoliczności

Pierwszy raz spotkałam staruszkę,

z siódmego, która kocha wszystkie

w okolicy drzewa. Pewnie dogląda je

na nie co dzień długo ze swojego okna.

 

Dla mnie drzewa, to drzewa, latem

dają dużo cienia, zimą po prostu są

stałymi punktami tego krajobrazu,

a ona ponazywała je encyklopedycznie,

z imienia. Martwiła się, że komuś

uschnie ręka, gdy zamachnie się na klon.

Pamiętała, że ktoś podciął dąb,

a on miał taką siłę życia w sobie,

że potem wybujał w dwa pnie

i taki podwójnie piękny rośnie do dziś.

 

Staruszka z siódmego o jednej kuli

poszła na zakupy najbliżej adresu,

ja załatwiłam parę spraw na mieście

i spotkałam ją w drodze powrotnej

przy windzie. Gdyby kiedyś czegoś

potrzebowała, nie przyjdzie. Próbowała

zeszłego lata zabić wstrętną muchę,

straciła przytomności i obudziła się

we krwi nad ranem. – Powiedziała,

przyjedzie moja córka, muszę posprzątać,

żeby nie oddała mnie do Domu Starców.

Czas pokuty

Czwartek. Boże Ciało na Placu Piłsudskiego

opodal Grobu Nieznanego Żołnierza. W południowy skwar

na betonowej płycie ludzie szukają cienia

pod wysokim krzyżem. Próbują się skryć

w cieniu ogrodzenia pobliskiej budowy.

Niektórzy rozkładają nad sobą czarne parasole.

Ksiądz arcybiskup w dostojnej bieli

na zakończenie procesji błogosławi lud

i bez miłosierdzia zaprasza tutaj na mszę.

– A parę metrów stąd z Bożej łaski

stoją ławki w cieniu drzew, do których

ludzie przybiegną się przytulić po nabożeństwie.

Sąsiadka

Jeszcze zeszłego lata spacerowała po korytarzu, po klatce schodowej, między mieszkaniami. Trochę zażenowana, że ją posądzą o podsłuchiwanie pod naszymi drzwiami, tłumaczyła się, że chora, że połamana i kilka razy już zoperowana. A teraz robią po niej remont. Może do kosza wyrzucili jej ulubione filiżanki, ulubiony koc i poduszki. Pewnie spakowali ubrania i wynieśli gdzieś do kontenera PCK. Wystawili na klatkę schodową meble z kuchni i skuwają terakotę i glazurę, tak przez nią już opatrzone, stare. Od kilku dni stukot niesie się po ścianach i czasem jest nie do wytrzymania. Odwiedzała ją i zabierała rodzina, na święta, na jakiś czas. Teraz ją zabrali i wywieźli nie wiadomo gdzie, chyba już nie wróci. Powiesili kartkę, że przepraszają za utrudnienia związane z remontem. Nie dopisali, gdzie ona jest.