W opiece seniorów

Kiedy do ciebie rano przychodzę, czuję się tak,

jakbym wychodziła na środek

 

sklepienia w Kaplicy Sykstyńskiej.

I za każdym razem, kiedy myję twoją twarz,

 

zastanawiam się, czy nie dotykam cię

po raz ostatni. I choć modlę się co dzień,

 

to nakładając na ciebie balsam i kamforę

martwię się tym, co powiesz o mnie Bogu,

kiedy Go spotkasz …

 

A wieczorami, kiedy mnie przy tobie nie ma,

proszę twojego anioła, żebyś mi rano powiedziała

– Dzień dobry. Jak spałaś?

Zadziwienie

Gdy nagle z niewylanych łez

wyłaniają się obrazy a ja wiem, że to zapisane nagle

trwało kilkadziesiąt dni a frazę niżej pożyczyłam

i dwa wiersze na świecie są  teraz wspólne.

 

I choć czytałam, że świat został stworzony przez słowo,

to jest prawdą, że Pan Bóg musiał się nad nim napracować,

i na Swój sposób zamyka teraz usta otwierając na Siebie

– bo po cóż miałby prowadzić mnie na mszę po niemiecku?

A choć rozumiem z tej mszy świętej ze cztery słowa,

to przecież mszę rozumiem …

Tęsknić?

Czy warto trzymać się domu,
od którego daleko są krajobrazy,
które tak łatwo pokochać, ludzie,
do których o nic nie masz pretensji
ani żalu, dla których ty jesteś
tak potrzebnym znakiem zapytania
i którzy są dla ciebie jak nieznane,
egzotyczne wyspy a mimo to
urządzasz z nimi pokoje?

Ważne rozmowy

Może kiedyś w przypływie

bezradności albo mądrości

zaczniemy zadawać pytania:

gdzie nam umknęła prawda?

w szumie usłyszanych słów?

w potoku rozpisanych liter?

w informacyjnym zalewie?

 

W braku codziennej ciszy,

której zaczynamy łaknąć

bardziej niż chleba? Ojcze Nasz,

umyka życie, za wschodnią

granicą ludzie strzelają do ludzi.

– A więc należy przypuszczać,

że są jakieś ważniejsze sprawy.

Ich prawda czy tych drugich?

O kilometry czy mile przesunięte

granice? My czy drudzy my rządzą?

 

Nasze tutaj jest teraz. Zapisane

w kontaktach na komórce,

w rachunkach zlecanych na koncie,

w kwocie kredytu do spłacenia,

w terminach wyznaczonych

badań okresowych i ich wynikach,

w brakujących pieniądzach,

które by się przydały na terapie,

na zabiegi i na lekarzy. Nasze tutaj

i teraz to rodzinny lazaret,

w którym jakoś trzeba się odnaleźć

nie wyrzekając się nikogo.

Konteksty

To tak jakbyś rozmawiał ze staruszką,

której nie ustąpiłeś miejsca, a ona

nie obraziła się, usiadła przed tobą,

kiedy w końcu zwolniło się miejsce

i z uśmiechem powiedziała – już lepiej,

bo nigdy nie wiadomo, kiedy się zasłabnie.

– Ale to nie powód, żeby nie wychodzić

z domu. – Z troską odpowiedziałeś

 

i dodałeś – Ale ma pani telefon

na wszelki wypadek? – Miała. I była

ujmująco miła. Życzyłeś jej miłego

dnia i zdrowia, zanim wysiadłeś,

ale zapamiętałeś, jakie to uczucie,

kiedy się robi dobrą minę

do przegranej ze sobą bitwy.

Smak miłości

Przecież gdzieś jeszcze są ludzie,

którzy czekają na moją miłość.

Na moje uważne spojrzenie,

na moje otwarte serce i ręce.

 

Co dzień od samego Boga uczę się

kochać i szanować twoją wolność,

i choć z tego powodu oczy bywają

wciąż mokre od łez, to przecież wiem,

że tak smakuje prawdziwa miłość.

 

Weź tej wolności, ile chcesz i tak

jest twoja. Weź tej miłości, ile dzisiaj

możesz, i tak jest twoja. Będzie na ciebie

tutaj czekała, pośród wierszy i wersów.

 

Co dzień przyglądam się Jezusowi,

jak był zdradzany, wystawiany

na próby i zupełnie opuszczony

przez wszystkich. Jedynie Jego

Matka stała pod Jego krzyżem,

jak moja teraz przy mnie.

 

Weź tego bólu z powyższych liter

tylko tyle, ile dzisiaj chcesz,

wszak każdy wiersz nad którym

płakali poeci, przetrwa wieki.

Okoliczności

Pierwszy raz spotkałam staruszkę,

z siódmego, która kocha wszystkie

w okolicy drzewa. Pewnie dogląda je

na nie co dzień długo ze swojego okna.

 

Dla mnie drzewa, to drzewa, latem

dają dużo cienia, zimą po prostu są

stałymi punktami tego krajobrazu,

a ona ponazywała je encyklopedycznie,

z imienia. Martwiła się, że komuś

uschnie ręka, gdy zamachnie się na klon.

Pamiętała, że ktoś podciął dąb,

a on miał taką siłę życia w sobie,

że potem wybujał w dwa pnie

i taki podwójnie piękny rośnie do dziś.

 

Staruszka z siódmego o jednej kuli

poszła na zakupy najbliżej adresu,

ja załatwiłam parę spraw na mieście

i spotkałam ją w drodze powrotnej

przy windzie. Gdyby kiedyś czegoś

potrzebowała, nie przyjdzie. Próbowała

zeszłego lata zabić wstrętną muchę,

straciła przytomności i obudziła się

we krwi nad ranem. – Powiedziała,

przyjedzie moja córka, muszę posprzątać,

żeby nie oddała mnie do Domu Starców.

Czas pokuty

Czwartek. Boże Ciało na Placu Piłsudskiego

opodal Grobu Nieznanego Żołnierza. W południowy skwar

na betonowej płycie ludzie szukają cienia

pod wysokim krzyżem. Próbują się skryć

w cieniu ogrodzenia pobliskiej budowy.

Niektórzy rozkładają nad sobą czarne parasole.

Ksiądz arcybiskup w dostojnej bieli

na zakończenie procesji błogosławi lud

i bez miłosierdzia zaprasza tutaj na mszę.

– A parę metrów stąd z Bożej łaski

stoją ławki w cieniu drzew, do których

ludzie przybiegną się przytulić po nabożeństwie.

Sąsiadka

Jeszcze zeszłego lata spacerowała po korytarzu, po klatce schodowej, między mieszkaniami. Trochę zażenowana, że ją posądzą o podsłuchiwanie pod naszymi drzwiami, tłumaczyła się, że chora, że połamana i kilka razy już zoperowana. A teraz robią po niej remont. Może do kosza wyrzucili jej ulubione filiżanki, ulubiony koc i poduszki. Pewnie spakowali ubrania i wynieśli gdzieś do kontenera PCK. Wystawili na klatkę schodową meble z kuchni i skuwają terakotę i glazurę, tak przez nią już opatrzone, stare. Od kilku dni stukot niesie się po ścianach i czasem jest nie do wytrzymania. Odwiedzała ją i zabierała rodzina, na święta, na jakiś czas. Teraz ją zabrali i wywieźli nie wiadomo gdzie, chyba już nie wróci. Powiesili kartkę, że przepraszają za utrudnienia związane z remontem. Nie dopisali, gdzie ona jest.

Zdrada

Dla ciebie to był święty, święty ołtarz,

a on po nim przeszedł jak po drodze,

dla ciebie to było domowe ognisko,

a on chciał tylko palić z tobą grille,

dla ciebie to było takie ważne wszystko,

a dla niego już nic, i nic, i nic, i nic.

Bezrobotna

I znowu jesteś nikomu do niczego

w tym kraju potrzebna. Stałaś się wolna

jak wiatr albo duch. Przytuliło cię ubóstwo,

bezimienna ziemia i twój życiowy krzyż.

Wierzysz czy nie wierzysz już nikogo to

nie obchodzi, gdyż nie stać cię na jałmużnę.

 

Jeszcze nie wiadomo czy będziesz żebrała

pod kościołami, czy pod urzędem pracy,

czy będziesz „budżetowym pasożytem”,

czy na zawsze stąd wyjedziesz, czy umrzesz

gdzieś daleko stąd komuś na szczęście.

 

Jeszcze nie wiadomo czy w obcym kraju

ludzie mówią w tym samym języku, co ty.

Jeszcze nie wiadomo, gdzie cię ta ziemia

przytuli i świat. Jeszcze nie wiadomo, ale

ojczysty chleb już zamienił się w kamień.

 

Trudne pocieszenie

– A więc myślałaś, że nigdzie nie ma

tych kamieni, którymi w ciebie rzucali?

– A więc myślałaś, że to tylko tak ciągle boli,

że nigdzie na tobie nie ma śladów?

– Że dajesz radę tak cały czas dawać ludziom

dobro za zło? – A więc tak myślałaś?

– I dlatego płaczesz, że znalazłaś te kamienie

na wątrobie, w nerkach, na dnie serca,

na obu rękach? – A więc sobie popłacz,

bo któż jest bez grzechu? – Jesteś tutaj

tylko lokatorem, który z czasem innym

zwolni miejsce. – Ale jesteś,

dlatego że Bóg cię taką wymyślił i pasujesz

do reszty innych zdarzeń – jak jedna łza

do innej łzy.

Poezja na Deonie