Archiwum kategorii: poezja

Trudne pocieszenie

– A więc myślałaś, że nigdzie nie ma

tych kamieni, którymi w ciebie rzucali?

– A więc myślałaś, że to tylko tak ciągle boli,

że nigdzie na tobie nie ma śladów?

– Że dajesz radę tak cały czas dawać ludziom

dobro za zło? – A więc tak myślałaś?

– I dlatego płaczesz, że znalazłaś te kamienie

na wątrobie, w nerkach, na dnie serca,

na obu rękach? – A więc sobie popłacz,

bo któż jest bez grzechu? – Jesteś tutaj

tylko lokatorem, który z czasem innym

zwolni miejsce. – Ale jesteś,

dlatego że Bóg cię taką wymyślił i pasujesz

do reszty innych zdarzeń – jak jedna łza

do innej łzy.

Suflerka

A gdybym ci opowiedziała o głuchym starcu

przed Sanktuarium Matki Bożej Wiśniowej

w Siekierkach, który stał tam z napisem:

„życie to tylko próba” i „długouche stworzenia

szukają nauki”, pomyślałbyś: kolejny nawiedzony

wariat? – A gdybym ci napisała o biskupie,

który nam opowiadał o Pani Siekierkowskiej

i Siekierkowskim Jezusie, przyszedłbyś

z próżnej ciekawości na kolejny odpust?

 

A gdybym ci wspomniała o ludziach,

którzy nie dziękują Panu Bogu za zdrowe nogi

i kolana, i idą na klęczkach po miejscu objawień,

i proszą Wspomożycielkę Wiernych o zdrowie

dla męża, dla żony, dla wnuka, dla córki, dla syna,

dla dziadka, dla kuzyna, o błogosławieństwo dla rodziny,

odważyłbyś się ich potępić?

 

Ach, ten wiersz to tylko moja i twoja próba

przed prawdziwym życiem, i spotkaniem.

Zagubionym

Może już nie wiadomo czy Święty Antoni

wstąpił do franciszkanów i nawracał lichwiarzy,

czy do dzisiaj dla nas pracuje Biurze

Rzeczy Zagubionych bądź też w Koluszkach.

 

Tyle rzeczy w życiu odnalazłam po modlitwie

do Niego i zapominałam, że już teraz są nasze,

że wysłuchiwał mnie – tak zagubionej

pośród wielu ostatecznie nieistotnych spraw.

 

– Mój kochany Antoni, kto Cię dzisiaj

tak gorąco prosi, że dla niego przeglądasz

i ziemię, i niebo – byle się odnalazł

pośród wielu ostatecznie nieistotnych spraw,

chociaż wiesz, że zapomni o Tobie zaraz,

gdy tylko odzyska utraconą czasowo rzecz?

*** (Z głębi czasu)

Z głębi czasu do Ciebie przychodzę

po Pieśni Słonecznej, którą ułożyłeś

dla swojego miasta, po zranionej miłości

rodziców, przez odbudowane przez Ciebie

świątynie i niesioną ludziom Ewangelię,

przez niekochaną Miłość, dla której zostałeś

całopalną ofiarą na potrzeby Kościoła.

 

Z każdym słowem Pieśni Słonecznej

dzisiaj do nas przyjdź. Odszukaj nas

po zawiedzionych miościach. Z głębi

serca, które nosiło rany Chrystusa

i prosiło żebraków o błogosławieństwo

do nas mów, jak mówiłeś do biskupa

i papieża, jak mówiłeś do sąsiadów

i do słońca – niech wszystkie miasta

staną się Asyżem.

Oddana

Halinka się nie spowiadała

odkąd jest głucha, kulawa

i stara, a ostatnio zadanej

pokuty nie odpracowała,

gdyż pomimo dobrej pamięci

wcale jej nie usłyszała.

 

I na święte słowa kapłana

Halinka dzisiaj nie klęka,

bowiem nie służą jej już kolana

i wydaje się, że na nabożeństwach

jest już tylko jak bierny widz

– a ona chyba z dnia na dzień

coraz bardziej wydaje się

w Ręce Pana.

Diagnoza

Kiedy lekarze już walczyli z Bogiem

o inne życie, a tobie wszystko,

co było potrzebne spływało z kroplówki,

drenem uchodziła śmierć a za jedyne

odzienie służyła szpitalna kołdra

i powiedziałeś do Stwórcy, poślij mnie,

gdzie chcesz.

 

A potem obudziłeś się

wśród chorych, wróciłeś do domu,

prosiłeś najbliższych o umycie nóg,

leki z apteki, chleb z piekarni

i opiekę na ulicy, a każdy przejście

przez jezdnię wydawało się za trudne

 

i wracałeś myślą, do tej modlitwy,

jak do szczebla z Jakubowej drabiny,

z której wyrasta w człowieku klasztor,

a rodzina cieszyła się, że zdrowiejesz,

Pan Bóg cię błogosławił

przez każde cierpienie i słabość.

Dyspensa

– Byli cisi, uprzejmi i pokorni

jak nikomu nieznani święci.

Osiemdziesięcioośmioletnia

Joasia, starsza ode mnie Basia

i od niej starszy Staś.

 

Jak u bram raju czekali bez słowa

skargi na izbie przyjęć. I w świętym

posłuszeństwie przechodzili przez

szpitalny system. Basia i Staś znikli

mi gdzieś w czeluściach sal.

 

Joasię znałam od wczoraj, a gdy szła

na zabieg, pożegnała się ze mną

jak siostra. I przychodziła

o lasce z pierwszym łykiem wody

i modlitwą, żebym nie upadła

w drodze z toalety do łózka.

 

– A wieczorem nie wiadomo skąd

z Chrystusem przyszedł do nas

szpitalny ksiądz

– choć nie byliśmy na żadnej mszy.